czwartek, 26 marca 2009

Internet czynny tylko od 6:00 do 22:00

No właśnie, gdzie tak jest? W Polsce. A konkretnie? Bank Internetowy, który teoretycznie ma oferować swobodny dostęp do swoich usług.
Ostatnio mocno zirytowałem się gdyż chciałem skorzystać z usług mojego banku i zlecić wykonanie przelewu on-line. Teoretycznie dostęp do konta za pośrednictwem Internetu powinien być szybki, łatwy i nieograniczony, jednak przekonałem się, że tak nie jest niestety. Zakupiłem na Allegro myszkę bezprzewodową i od razu chciałem za nią zapłacić, loguje się więc do banku, a tu informacja, że trwają prace konserwatorskie i trzeba spróbować później. Wkurzyłem się gdyż była to godzina 2:00 w nocy, chciałem szybko zrobić przelew i iść spać, bo rano do pracy. Nie udało mi się wtedy zrobić przelewu i dopiero rano mogłem się zalogować. Niby nic ale trochę irytujące. Gdyby to zdarzyło mi się raz to bym zrozumiał, kiedyś trzeba zrobić aktualizację systemu np., ale ta sytuacja powtarzała mi się już kilka razy. Wprawdzie nie w dzień tylko w nocy, ale ja akurat wtedy mam czas aby sobie zapłacić rachunki za telefon, Internet itp. Nie podoba mi się to ale co zrobić? Chyba jedynie zmienić bank.

poniedziałek, 23 marca 2009

Bujanie w chmurach

Bujanie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Coraz częściej słyszy się termin Cloud Computing przewijający się w Internecie na stronach traktujących o IT albo w telewizji np. podczas relacji z tegorocznych targów CeBIT. Co to właściwie jest ten Cloud Computing? Definicja jest w sumie prosta i jasna, bezpośrednie tłumaczenie z języka angielskiego już w zasadzie wiele wyjaśnia - jest to "przetwarzanie w chmurze". Czyli jest to taki sposób sprzedaży oprogramowania, który opiera się jedynie na pobieraniu opłat bądź też abonamentu za korzystanie z danego programu. Nie sprzedaje się płyty z softwarem do instalacji w domu czy też w biurze na konkretnym stanowisku czy też grupie stanowisk komputerowych lecz jedynie sprzedaje się wartość dodaną, efekt pracy uzyskany z użytkowania programu. Wszelkie operacje wykonywane są przez użytkownika poprzez przeglądarkę internetową. Do pracy więc jest potrzebne przede wszystkim szerokopasmowe łączę internetowe i dowolny komputer lub inne urządzenie mobilne z dostępem do netu. Całość oprogramowania jest zainstalowana na odległych od użytkownika końcowego serwerach, a użytkownik może pracować z potrzebnym mu programem w dowolnym miejscu na ziemi i o dowolnej porze.

Jeśli niektórzy z Was nie słyszeli jeszcze o tym zjawisku ;-) to nie ma się czym martwić, bo i tak już praktycznie każdy z nas z tego korzysta. Na tej idei opiera się cały pakiet programów z rodziny Google. Picasa, Gmail, Dokumenty, Kalendarz, Google Earth czy nawet ten blog (Blogger). Od niedawna spopularyzowały się też wirtualne biura rachunkowe, które udostępniają programy do fakturowania czy prowadzenia księgowości. Trzeba wykupić miesięczny abonament i można samemu prowadzić rachunki swojej firmy bez potrzeby zatrudniania księgowej czy kupowania oprogramowania do fakturowania. Odpadają wtedy wydatki na TCO, zakup drogiego sprzętu czy konieczność aktualizacji oprogramowania.

środa, 18 marca 2009

CeBIT 2009

Po raz piąty z rzędu miałem okazję uczestniczyć w tym roku w targach CeBIT w Hannoverze. W tym roku w prawdzie tylko w charakterze zwiedzającego i tylko przez jeden dzień ale jest zaliczone. W roku ubiegłym natomiast reprezentowałem firmę i współtworzyłem stoisko więc byłem tam przez cały czas trwania targów.
Jak nie trudno się domyślić w tym roku wyraźnie zmniejszyła się liczba zarówno wystawców jak i zwiedzających. Było 4300 stoisk z 69 krajów. Z moich obserwacji wynika, że znacznie mniej przyjechało firm z Chin niż dotychczas. Można było zobaczyć różne ciekawe nowinki technologiczne, podotykać, wypróbować, porozmawiać i zabrać ulotki. Bardzo pozytywne doświadczenie, polecam każdemu. W tym roku jednym z głównych tematów były Green IT, Webcity i Cloud computing. Na stoisku IBM'a była ciekawa prezentacja dotycząca właśnie zagadnieniu cloud computing. Jako dodatek można było zobaczyć ciekawe samochody, jak zawsze było kilka sportowych super bryczek.
Niestety globalny kryzys dotarł już praktycznie wszędzie, jedne kraje odczuwają go bardziej dotkliwie, inne tylko zmagają się pośrednio z jego skutkami i dlatego tegoroczne targi były zdecydowanie najsłabsze. W ciągu tygodnia (od wtorku do piątku) było naprawdę bardzo mało zwiedzających. Dopiero w weekend zrobił się większy ruch. Jednak ja i tak uważam, że każdy kto interesuje się branżą IT powinien pojechać do Hannoveru.

niedziela, 1 marca 2009

Wirus na naszej-klasie

Natrafiłem dziś na tą informację. Goście wykorzystywali portal www.nasza-klasa.pl do rozsyłania maili z wirusem w załączniku. Założyli sobie tam dwadzieścia fikcyjnych kont i wysyłali masowo zabójczy mailing. Spodziewając się tego, że niewielu od razu da się nabrać i otworzy załącznik, wpisywali w treści maila coś takiego "Cześć, wydaje mi się, że chyba mam twoje stare zdjęcie. Czy to ty?”, co sprawiało, że wiele ludzi z ciekawości zdecyduje się sprawdzić zainfekowany załącznik. Jak nie trudno się domyślić, ta fotografia to był wirus, który uruchomiony od razu zarażał komputer. Nie udało mi się znaleźć informacji co to był za wirus, wiem tylko, że odczytywał dane z dysku, np. hasła do kont email czy dostępu do banku (sic!). W Wasilkowie koło Białegostoku i Rzeszowie policjanci zabezpieczyli sześć komputerów i osiem twardych dysków. To one były wykorzystywane do rozsyłania e-maili. Nie wiadomo jednak, czy były to komputery osób rozsyłających wirusy, czy też nieświadomych tego użytkowników sprzętu. Przestępcy do rozsyłania zainfekowanej poczty mogli przecież śmiało wykorzystać komputery innych osób.
Tyle się mówi od kilku lat o wirusach komputerowych i ich groźnej działalności, przestrzega się o rozważne otwieranie poczty od nieznajomych osób, a jednak nadal spamerom udaje się nabrać sporo ludzi. Mnie raz tylko przytrafiło się załapać wirusa w ten właśnie sposób. Pomimo tego, że mam styczność z informatyką już od 14 lat, a na dodatek moja praca magisterska dotyczyła właśnie wirusów i antywirusów, to raz mi się przytrafiło ;-) Rozmawiałem w pracy na MSN z dostawcą z Chin. Osoba dobrze mi znana, zaufana i w pewnym momencie w okienku wiadomości pojawił się jakiś link, odruchowo kliknąłem na niego, gdyż wyglądało to tak, jakby chciała ona mi przesłać adres do jakiejś strony. No i oczywiście złapałem wira. Był to robak atakujący właśnie komunikator MSN i rozsyłający automatycznie link z wirusem do wszystkich kontaktów. Od tamtej pory zawsze najpierw czytam dokładnie adres jaki dostanę, jeśli jest podejrzany to kasuję go od razu.