poniedziałek, 23 marca 2009

Bujanie w chmurach

Bujanie, ale w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Coraz częściej słyszy się termin Cloud Computing przewijający się w Internecie na stronach traktujących o IT albo w telewizji np. podczas relacji z tegorocznych targów CeBIT. Co to właściwie jest ten Cloud Computing? Definicja jest w sumie prosta i jasna, bezpośrednie tłumaczenie z języka angielskiego już w zasadzie wiele wyjaśnia - jest to "przetwarzanie w chmurze". Czyli jest to taki sposób sprzedaży oprogramowania, który opiera się jedynie na pobieraniu opłat bądź też abonamentu za korzystanie z danego programu. Nie sprzedaje się płyty z softwarem do instalacji w domu czy też w biurze na konkretnym stanowisku czy też grupie stanowisk komputerowych lecz jedynie sprzedaje się wartość dodaną, efekt pracy uzyskany z użytkowania programu. Wszelkie operacje wykonywane są przez użytkownika poprzez przeglądarkę internetową. Do pracy więc jest potrzebne przede wszystkim szerokopasmowe łączę internetowe i dowolny komputer lub inne urządzenie mobilne z dostępem do netu. Całość oprogramowania jest zainstalowana na odległych od użytkownika końcowego serwerach, a użytkownik może pracować z potrzebnym mu programem w dowolnym miejscu na ziemi i o dowolnej porze.

Jeśli niektórzy z Was nie słyszeli jeszcze o tym zjawisku ;-) to nie ma się czym martwić, bo i tak już praktycznie każdy z nas z tego korzysta. Na tej idei opiera się cały pakiet programów z rodziny Google. Picasa, Gmail, Dokumenty, Kalendarz, Google Earth czy nawet ten blog (Blogger). Od niedawna spopularyzowały się też wirtualne biura rachunkowe, które udostępniają programy do fakturowania czy prowadzenia księgowości. Trzeba wykupić miesięczny abonament i można samemu prowadzić rachunki swojej firmy bez potrzeby zatrudniania księgowej czy kupowania oprogramowania do fakturowania. Odpadają wtedy wydatki na TCO, zakup drogiego sprzętu czy konieczność aktualizacji oprogramowania.

2 komentarze:

  1. Ostatnio sporo tych różnych nowinek technicznych jest ale mnie nie podoba się pewna rzecz.

    Czy nikomu nie przeszło przez głowę, że w przypadku trzymania danych "tam gdzieś" lub w tej "chmurze" ktoś ma dostęp do wszystkiego co ja robię ? Dla mnie to jest niedopuszczalne i nieakceptowalne.

    Nawet tak powszechny wynalazek jest e-mail jest w pewnym sensie niebezpieczny, bo przechodzi przez masę kompuerów i na każdym w zasadzie może ktoś być, kto sobie pomyśli "a ja przeczytam sobie 10 przypadkowych e-maili".

    A co z ustawą, która nakazuje ISP gromadzenie danych, które przepływają przez ich sieć ? Rozstrzelać tych, co wpadli na pomysł tej ustawy, a ci co się podpisali, niech się sami zdyscyplinują ;)

    Wszystkie te przepiękne wynalazki mają nam ułatwić życie, tylko jak widzę, jak mało ludzi zdaje sobie sprawę z zagrożeń dla naszej prywatności i swobody z tym związanych to znowu zaczyna mnie coś w klacie kłuć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak masz rację, bezpieczeństwo danych i ich poufność jest tutaj ogromnym problem. Jednak istnieje szereg zabezpieczeń aby zakodować swoje dane. Wiem jak to wygląda na przykładzie programu do automatyzacji backupu Mozy, który przesyła dane z komputera do serwera i tam trzyma kopię bezpieczeństwa. Stosuje się tam technologię bezpiecznego połączenia SSL (tak jak w przypadku połączenia z bankiem). Natomiast dane nie są przechowywane na serwerze w surowej postaci, lecz są zakodowane 448 bitowym kluczem w Blowfish. Dlatego tylko Ty jako posiadacz tego klucza, możesz odszyfrować zakodowane dane.

    OdpowiedzUsuń